Przejdź do głównej zawartości strony
zdjęcie ze spektaklu

Ich czworo

  • miejsce: Duża Scena
  • czas: około 120 minut
  • przerwa: tak
  • dla kogo: 16+
  • cena: od 100 zł
  • osoby na scenie: 7
  • data premiery: 16 maja 2026
  • śmieszność: gorzki śmiech
  • ostrość: cyrk rodzinny
klasyka komedii przez żarty do refleksji

„Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej w reżyserii Marka Kality to zaskakująco aktualna tragikomedia o rodzinie, która myli odpowiedzialność z wygodą, a miłość z codziennym odgrywaniem ról, małymi egoizmami i próbami zachowania twarzy za wszelką cenę. Opowieść o zdradzie i gonieniu za własnymi potrzebami bez oglądania się na potrzeby innych oraz brnięciu w tej pogoni przez kolejne kłamstwa. Śmiejemy się z bohaterów, którzy niczego nie widzą, a nie widząc podejmują najgorsze wybory. I przy okazji świetnie nas nimi bawią.

Pełny opis

Wybierz termin

 

wtorek

 

środa

 

sobota

 

sobota

 

niedziela

 

środa

 

czwartek

 

piątek

 

sobota

 

sobota

 

piątek

 

sobota

 

sobota

 

czwartek

 

piątek

 

czwartek

 

piątek

 

czwartek

 

piątek

 

czwartek

 

piątek

Rezerwacja biletów grupowych pod tel. (22) 569 00 03

Opis

Znana z ciętego języka i ostrego humoru Zapolska nazwała tę sztukę „tragedią ludzi głupich”. Ale „głupota” nie jest tu cechą, lecz „kondycją serca” i sposobem funkcjonowania, w którym słowom brakuje refleksji, a czynom miłości, bo głębsze uczucia wypiera egoizm.

Na scenie oglądamy znany schemat: mąż, żona i kochanek. Trójkąt, który dawno przestał być historią miłosną, a stał się jedynie układem pretensji, napięć i wzajemnych rozczarowań. Mamy więc męża zatopionego w naukowej pracy i żonę desperacko szukającą emocji, ale w centrum rodzinnej zawieruchy stoi ktoś inny – dziecko, które z dziecięcą szczerością, jako jedyne, widzi wszystko bez złudzeń.

To kalejdoskop śmieszności i gorzkich rozpoznań – świat groteskowej mieszczańskiej hipokryzji odgrywanej „w kręgu domowej lampy”, niemal bez świadków. Synteza bezmyślności między „bliskimi”, czyli cyrk rodzinny pełen karykaturalnych relacji oraz wykrzywionych wartości. I śmiesznych, i strasznych, ale też takich, w których każde z nas może przejrzeć się jak w krzywym zwierciadle i – na cudzy koszt – odnaleźć okruchy własnych słabości. „Ich czworo” w Komedii jest kolejnym spotkaniem z polską klasyką. Tyle że „klasyką w nowej dekoracji”, mówiącą prawdę i mimo upływu czasu zaskakująco współczesną – jak w przypadku realizowanej wcześniej „Zemsty” w reżyserii Michała Zadary. To nie smutna lekcja moralności, ale komedia, która bawi – i jednocześnie bezlitośnie obnaża to, czego wolimy nie widzieć na co dzień.

Spektakl polecany szczególnie tym, którzy chcą zobaczyć, jak komicznie potrafimy błądzić, gdy za bardzo skupiamy się na sobie.

Ich czworo
  • Autorka tekstu: Gabriela Zapolska
  • Reżyseria: Marek Kalita
  • Scenografia i projekcje: Marcin Chlanda
  • Kostiumy: Zuzanna Markiewicz
  • Muzyka: Maciej Bieniawski
  • Choreografia: Ewelina Adamska- Porczyk
  • Reżyseria światła: Marek Klepczarek
  • Konsultacje iluzjonistyczne: Wojciech Rotowski

Występują: Aleksandra Popławska – Żona, Mariusz Zaniewski – Mąż, Kamil Szeptycki – Kochanek, Joanna Balasz – Krawcowa, Renata Dancewicz – Wdowa, Maksymilian Termin – Mandragora oraz Zosia Orłowska i Nina Różewska  – Dziecko

W spektaklu wykorzystano utwory muzyczne:
Cicha noc – Chór Mariański, I Clowns (M10)Nino Rota, I Clowns (M17) – Nino Rota, Baby Elephant Walk – Henry Mancini, Plein Soleil / Purple Noon – Nino Rota, Carousel – Circus Contraption.

W spektaklu pojawia się dym papierosowy.

Materiały do pobrania:

Recenzje

Benjamin Paschalski

„W Komedii pow­stał sprawny spek­takl, którego celem jest komu­nikaty­wność i przewrot­na aktu­al­ność, dobrze roze­grany, który niezwyk­le dobrze się oglą­da. To przykład teatru mieszcza­ńskiego, chwili zad­umy, ale także rozry­w­ki. Dla każdego”

Benjamin Paschalski

„W Komedii pow­stał sprawny spek­takl, którego celem jest komu­nikaty­wność i przewrot­na aktu­al­ność, dobrze roze­grany, który niezwyk­le dobrze się oglą­da. To przykład teatru mieszcza­ńskiego, chwili zad­umy, ale także rozry­w­ki. Dla każdego”

Tomasz Miłkowski | AICT Polska

„Akc­ja toczy się w niezłym tem­pie, bywa śmiesznie i zarazem w pewnym sen­sie strasznie, jak chci­ała Zapol­s­ka, a Kali­ta dowodzi, że mimo zmienionych okolicznoś­ci cza­su i miejs­ca w ludzkiej psy­chice nie wygasły te same płask­ie marzenia i zgub­ne namięt­noś­ci”

Tomasz Miłkowski | AICT Polska

Akc­ja toczy się w niezłym tem­pie, bywa śmiesznie i zarazem w pewnym sen­sie strasznie, jak chci­ała Zapol­s­ka, a Kali­ta dowodzi, że mimo zmienionych okolicznoś­ci cza­su i miejs­ca w ludzkiej psy­chice nie wygasły te same płask­ie marzenia i zgub­ne namięt­noś­ci”

Krzysztof Stopczyk | Okiem Obserwatora

„Insc­eniza­c­ja „Ich czworo” w Teatrze Kome­dia urze­ka swo­ją stroną wiz­ual­ną i speł­nia oczeki­wa­nia widzów, którzy przys­zli zobaczyć bard­zo dobre aktorstwo. I tak właśnie określiłbym ten spek­takl: wizualno–aktorski. To są jego bard­zo moc­ne strony (…) Jak wiado­mo, główną postacią sztu­ki jest...

Krzysztof Stopczyk | Okiem Obserwatora

„Insc­eniza­c­ja „Ich czworo” w Teatrze Kome­dia urze­ka swo­ją stroną wiz­ual­ną i speł­nia oczeki­wa­nia widzów, którzy przys­zli zobaczyć bard­zo dobre aktorstwo. I tak właśnie określiłbym ten spek­takl: wizualno–aktorski. To są jego bard­zo moc­ne strony (…) Jak wiado­mo, główną postacią sztu­ki jest Żona. Wciela się w nią Alek­san­dra Popławska. Bard­zo lubię i cenię tę artys­tkę, więc z wielkim zad­owole­niem oglą­dałem kole­jną jej bard­zo dobrą rolę. Tego oczy­wiś­cie nie wiem, ale przy­puszczam, że taką Żonę chci­ała­by widzieć na sce­nie Zapol­s­ka. Popławska prezen­tu­je pełną gamę kobiecych zachowań, od „kocio, kocio” i „taka mala”, poprzez stro­fowanie najbliższych for­mal­nie osób (mąż, dziecko), aż po całkiem efek­towne „strze­lanie fochów” i awan­tu­ry. Popławska w jed­nej chwili prze­chodzi z jed­nego stanu w dru­gi i swo­ją pre­cyzyjną i dynam­iczną grą cały czas przykuwa uwagę widzów. Dla mnie to jed­na z dwóch najlep­szych ról w tym spek­takl. A tą drugą, która zro­biła na mnie najwięk­sze wraże­nie (drugą, ale ex aequo z Żoną Alek­sandry Popławskiej), jest – uwa­ga, uwa­ga! – debi­u­tu­ją­cy na pro­fesjon­al­nej sce­nie jej stu­dent Maksy­mil­ian Ter­min, wciela­ją­cy się w kil­ka postaci (znakomi­cie w służącego i stan­gre­ta), a jako Man­drago­ra jest fenom­e­nal­ny! Zgo­da! Bard­zo poma­ga­ją mu w tym opisane wcześniej kostium, oświ­etle­nie i pro­jekc­je ani­macji, ale pod­stawą są fan­tasty­cznie zbu­dowane role! Aktorstwo wysok­iej pró­by, a jego zdol­noś­ci iluzjon­isty­czne są naprawdę imponu­jące. Debi­ut marze­nie! Z równą przy­jem­noś­cią śledzi się grę pozostałych osób, które oglą­damy na sce­nie. Joan­na Bal­asz jako Kraw­cowa znakomi­cie wciela się w skrzy­wd­zoną wiele lat temu dziew­czynę, która ter­az wal­czy o swój byt. I w sytu­acji, gdy według niej nadarza się okaz­ja, sta­je się drapieżną, bezwzględ­ną kobi­etą nieprze­bier­a­jącą w środ­kach, aby osiągnąć swój cel. Bal­asz robi to bard­zo dobrze, pomi­mo iż jej postać raczej nie wzbudza pozy­ty­wnych emocji u widza. I o to prze­cież chodzi w tej sztuce! Rena­ta Dancewicz jako Wdowa jest jedyną w miarę sym­pa­ty­czną postacią z tych rzeczy­wistych (nie liczę Man­drago­ry), która jed­nak wywołu­je uczu­cie poli­towa­nia czy wręcz zażenowa­nia. To jest bard­zo trudne do zagra­nia i Dancewicz robi to per­fek­cyjnie. Najbardziej dynam­icz­na jest rola Kochanka i Kamil Szep­ty­c­ki, efek­town­ie przy­o­dziany przez Zuzan­nę Markiewicz (kostiumy), sza­le­je na sce­nie jako ówczes­ny mięś­ni­ak i gmin­ny goguś. W głowie pus­to, w kieszeni też, prymi­ty­wny bajer w miarę opanowany i moż­na „polować” na białogłowy. U Zapol­skiej jego ofi­ara­mi są prze­cież wszys­tkie kobi­ety, które wys­tępu­ją w sztuce. Szep­ty­c­ki jest bard­zo przekonu­ją­cy w tej roli i najwyraźniej bawi się postacią, a granie jej spraw­ia mu dużą radość. Dla odmi­any Mar­ius­zowi Zaniewskiemu przy­padła do zagra­nia postać Męża, czyli totalne prze­ci­wieńst­wo Fedy­ck­iego, czyli Kochanka. Dostrzegam w nim podobieńst­wo do Felic­jana z „Moral­noś­ci Pani Dul­skiej”. Na pewno dużo moż­na powiedzieć o tej postaci, ale nie to, że jest człowiekiem tryska­ją­cym humorem i wulka­nem energii. Zaniews­ki wspaniale pokazu­je jego wyco­fanie i wygaśnię­cie ist­niejącego podob­no kiedyś uczu­cia do żony. A gdy zosta­je przekroc­zona „cien­ka, czer­wona linia”, okazu­je się, że potrafi zdobyć się na stanow­c­zość i wtedy oglą­damy zupełnie innego Zaniewskiego. Równie dobrego w tym nowym wcie­le­niu co w poprzed­nim. Wspom­ni­ałem już, że na sce­nie oglą­damy nie tylko aktorów zawodowych. Postać Dziec­ka gra­ją na zmi­anę dwie dziesię­ci­o­let­nie dziew­czyn­ki. Na spek­tak­lu pre­mierowym wys­tąpiła Zosia Orłows­ka, która – co oczy­wiste – nie ma jeszcze oby­cia scenicznego i doświad­czenia aktorskiego, ale tę bard­zo trud­ną rolę zagrała nad­spodziewanie dobrze! Tak naprawdę to właśnie Dziecko jest powo­dem, dla którego Zapol­s­ka napisała tę sztukę. To ono jest najbardziej poszkodowaną osobą w całej tej (jak to nazy­wamy obec­nie) pato­log­icznej rodzinie. Zosia Orłows­ka znakomi­cie pokazu­je zagu­bi­e­nie dziec­ka i błąkanie się między wręcz nien­aw­idzą­cy­mi się rodzi­ca­mi (…) Zosi Orłowskiej należą się słowa uzna­nia za to, jak zagrała Dziecko. Ta postać grana jest na zmi­anę z Niną Różewską”

Wiesław Kowalski | Teatr dla wszystkich

„Marek Kali­ta w Teatrze Kome­dia (…) nie aktu­al­izu­je Zapol­skiej na siłę, tylko wydoby­wa z niej to, co od początku było najbardziej teatralne. Nie psy­cho­log­iczną wiwisekcję mieszcza­ńst­wa, lecz groteskowy rytu­ał rodzin­nych ról. I właśnie dlat­ego jego „Ich czworo” okazu­je się spek­tak­lem...

Wiesław Kowalski | Teatr dla wszystkich

„Marek Kali­ta w Teatrze Kome­dia (…) nie aktu­al­izu­je Zapol­skiej na siłę, tylko wydoby­wa z niej to, co od początku było najbardziej teatralne. Nie psy­cho­log­iczną wiwisekcję mieszcza­ńst­wa, lecz groteskowy rytu­ał rodzin­nych ról. I właśnie dlat­ego jego „Ich czworo” okazu­je się spek­tak­lem dużo bardziej współczes­nym, niż chcieli­by przyz­nać zwolen­ni­cy bardziej trady­cyjnych odczy­tań tego dra­matu (…) Zapol­s­ka nigdy nie była real­istką w prostym znacze­niu tego słowa. Jej bohaterowie są prz­erysowani, neu­roty­czni, śmieszni, momen­ta­mi wręcz odraża­ją­cy. Śmiech u niej zawsze sąsiadu­je z okru­cieńst­wem. Kali­ta tę zasadę rozu­mie doskonale. Dlat­ego zami­ast rekon­struować „mieszcza­ńs­ki Kraków”, budu­je świat przy­pom­i­na­ją­cy roz­pad­nię­ty cyrk pamię­ci — przestrzeń trochę baśniową, trochę kabare­tową, trochę sen­no-kosz­marną (…) Bard­zo ciekaw­ie pracu­je też scenografia Marci­na Chlandy. Moż­na docenić jej pon­ad­cza­sowość, ale jeszcze ważniejsza wyda­je się jej funkc­ja dra­matur­gicz­na. Ta przestrzeń nie tyle „uni­w­er­sal­izu­je” his­torię, ile wytrą­ca ją z real­iz­mu. Pusty stół, chłodne światła, pro­jekc­je, atmos­fera opuszc­zonego kabare­tu — wszys­tko to budu­je rzeczy­wis­tość zaw­ies­zoną między pamię­cią a fan­tazją. Dzię­ki temu spek­takl nie zamienia się w muzeum mieszcza­ńs­kich oby­cza­jów. Świet­nie dzi­ała również muzy­czny trop Nino Roty. To bard­zo czytelne odwołanie do Felliniego i jego melan­choli­jnych światów cyrku, grotes­ki i roz­padu. Kali­ta wyraźnie budu­je podob­ną tonację: śmiech stale pod­szy­ty smutkiem (…) Najwięk­szą siłą tej insc­eniza­cji jest właśnie to, że nie próbu­je „grać ważnoś­ci”. Nie dopowia­da wszys­tkiego psy­cho­log­icznym real­izmem. Nie mor­al­izu­je. Ufa teatral­noś­ci samej Zapol­skiej. A prze­cież „Ich czworo” zawsze było sztuką bal­an­su­jącą między śmiesznoś­cią a roz­paczą. Kali­ta po pros­tu prze­suwa akcen­ty — i robi to kon­sek­went­nie”.

Katarzyna Jakubiak | Dziennik Teatralny

„Bohaterowie w reży­serii Mar­ka Kali­ty w Teatrze Kome­dia są typowi dla Zapol­skiej, co jest dużym plusem. Trochę groteskowi, trochę dra­maty­czni, ale przede wszys­tkim aut­en­ty­czni, a tego idąc na klasykę gatunku oczeku­je­my. Moc­ną stroną „Ich czworo”; jest obsa­da opar­ta na doświad­c­zonych...

Katarzyna Jakubiak | Dziennik Teatralny

„Bohaterowie w reży­serii Mar­ka Kali­ty w Teatrze Kome­dia są typowi dla Zapol­skiej, co jest dużym plusem. Trochę groteskowi, trochę dra­maty­czni, ale przede wszys­tkim aut­en­ty­czni, a tego idąc na klasykę gatunku oczeku­je­my. Moc­ną stroną „Ich czworo”; jest obsa­da opar­ta na doświad­c­zonych aktorach, z wyjątkiem najmłod­szej postaci, kre­owanej przez Zosię Orłowską na zmi­anę z Niną Różewską. Pre­mierę zagrała Zosia Orłows­ka i była w tym wyjątkowo dobra. Nat­u­ral­na, ale natch­nie­niem, jakie rzad­ko spo­ty­ka się u tak młodych aktorów. Wielkie brawa dla małej artys­t­ki (…) W rolach głównych może­my zobaczyć Alek­san­drę Popławską w roli Żony, trochę fry­wol­nej, nieod­powiedzial­nej, ale gdzieś głęboko zran­ionej przez ignoru­jącego ją Męża, w którego postać wcielił się Mar­iusz Zaniews­ki. Inteligent, człowiek sta­bil­ny, opanowany i budzą­cy respekt. Respekt przepla­ta się jed­nak ze współczu­ciem dla jego nai­wnoś­ci. Mar­iusz Zaniews­ki jest bard­zo kon­sek­went­ny w swoim wiz­erunku słabego, pros­tolin­i­jnego męża. Jego postać cho­ci­aż kre­owana na słabą, ukazu­je jed­nocześnie siłę, widać zbu­dowaną rolę, a nie zwykłe podążanie za tek­stem. Podob­nie, jak w dru­go­planowej, ale wybi­ja­jącej się na pier­wszy plan Joan­na Bal­asz gra­ją­ca Kraw­cową i snu­jącą wobec zdradzanego pra­co­daw­cy niec­ne plany zstąpi­enia niewiernej żony. Wchodzi na scenę i naty­ch­mi­ast sku­pia na sobie uwagę widza, gra pier­wsze skrzypce nawet jeśli nie było takiego zamierzenia. Aktor­ka prze­bi­ja się swo­ją charyzmą i tal­en­tem, co widać od pier­wszej wypowiedzianej kwestii. Rena­ta Dancewicz w roli Wdowy uwodzi nie tylko swo­jego loka­to­ra – w tej roli Kamil Szep­ty­c­ki, ale także pub­liczność. Zabaw­na, w pełni wpisu­je się w nar­rację Zapol­skiej. Innego spo­jrzenia na sztukę doda­je nato­mi­ast Maksy­mil­ian Ter­min w roli Man­drago­ra, poprzez iluzję i tajem­nic­zość pozwala wid­zom chłonąć sztukę nie tylko przez dialo­gi bohaterów, ale właśnie aurę innego wymi­aru (…) „Ich czworo” zde­cy­dowanie moż­na zal­iczyć do udanych pro­dukcji klasy­cznych spek­tak­li, których wciąż mało na pol­s­kich sce­nach teatral­nych. Dobrze, że w Teatrze Kome­dia Zapol­s­ka pozostała Zapol­ską”

Zaplanuj wizytę w Komedii