Przejdź do głównej zawartości strony

Wiesław Kowalski | Teatr dla wszystkich

„Marek Kali­ta w Teatrze Kome­dia (…) nie aktu­al­izu­je Zapol­skiej na siłę, tylko wydoby­wa z niej to, co od początku było najbardziej teatralne. Nie psy­cho­log­iczną wiwisekcję mieszcza­ńst­wa, lecz groteskowy rytu­ał rodzin­nych ról. I właśnie dlat­ego jego „Ich czworo” okazu­je się spek­tak­lem dużo bardziej współczes­nym, niż chcieli­by przyz­nać zwolen­ni­cy bardziej trady­cyjnych odczy­tań tego dra­matu (…) Zapol­s­ka nigdy nie była real­istką w prostym znacze­niu tego słowa. Jej bohaterowie są prz­erysowani, neu­roty­czni, śmieszni, momen­ta­mi wręcz odraża­ją­cy. Śmiech u niej zawsze sąsiadu­je z okru­cieńst­wem. Kali­ta tę zasadę rozu­mie doskonale. Dlat­ego zami­ast rekon­struować „mieszcza­ńs­ki Kraków”, budu­je świat przy­pom­i­na­ją­cy roz­pad­nię­ty cyrk pamię­ci — przestrzeń trochę baśniową, trochę kabare­tową, trochę sen­no-kosz­marną (…) Bard­zo ciekaw­ie pracu­je też scenografia Marci­na Chlandy. Moż­na docenić jej pon­ad­cza­sowość, ale jeszcze ważniejsza wyda­je się jej funkc­ja dra­matur­gicz­na. Ta przestrzeń nie tyle „uni­w­er­sal­izu­je” his­torię, ile wytrą­ca ją z real­iz­mu. Pusty stół, chłodne światła, pro­jekc­je, atmos­fera opuszc­zonego kabare­tu — wszys­tko to budu­je rzeczy­wis­tość zaw­ies­zoną między pamię­cią a fan­tazją. Dzię­ki temu spek­takl nie zamienia się w muzeum mieszcza­ńs­kich oby­cza­jów. Świet­nie dzi­ała również muzy­czny trop Nino Roty. To bard­zo czytelne odwołanie do Felliniego i jego melan­choli­jnych światów cyrku, grotes­ki i roz­padu. Kali­ta wyraźnie budu­je podob­ną tonację: śmiech stale pod­szy­ty smutkiem (…) Najwięk­szą siłą tej insc­eniza­cji jest właśnie to, że nie próbu­je „grać ważnoś­ci”. Nie dopowia­da wszys­tkiego psy­cho­log­icznym real­izmem. Nie mor­al­izu­je. Ufa teatral­noś­ci samej Zapol­skiej. A prze­cież „Ich czworo” zawsze było sztuką bal­an­su­jącą między śmiesznoś­cią a roz­paczą. Kali­ta po pros­tu prze­suwa akcen­ty — i robi to kon­sek­went­nie”.